czwartek, 6 grudnia 2012

Zdjęciowo

Ponieważ zapewne z turnusu będę miała ogromną ilość zdjęć, dlatego po trochę wrzucam od razu, żeby było na bieżąco chociaż trochę. 

Tu w fotograficznym opisie tych kilku dni, które spędziliśmy już w Garbiczu....

Zajęcia:

tu koszykówka...
Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

czy Bolek nie ma głowy?
Image Hosted by ImageShack.us

jednak ma
Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us


Zajęcia dodatkowe... (odrabiamy lekcje szkolne) i piłka nożna z panem księgowym...

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us


Kolacja w Pałacu Magnat... byłam w szoku jak zobaczyłam wnętrza i przepych....

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us


co Bysiek je????
Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us


Tym razem pokój mamy z przodu ośrodka, z widokiem na podjazd dla samochodów, ale i na jezioro... W zimie to chyba nawet lepsza opcja, bo przynajmniej widzę przybywających ludzi, a nie tylko krzaki (które z kolei latem są zdecydowanie lepsze według mnie, bo cień i spokój dają). Czekam z niecierpliwością na większe opady śniegu, żebym mogła zrobić jakieś ładne zimowe zdjęcie. Na razie to co mam - widok z okna....

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

wtorek, 4 grudnia 2012

3 Korony - turnus drugi :)

Znowu nie było mnie tu bardzo długo.
Powód w zasadzie wciąż ten sam. Nie mogę się zebrać do pisania, weny mi brak, a może tylko mi się nie chce... sama nie wiem, ale pustki są.

Może coś nadgonię w tym tygodniu, ponieważ od niedzieli jestem z Byśkiem na turnusie w 3 Koronach. Nie ma z nami wielu znajomych osób, toteż oboje więcej czasu spędzamy wspólnie, albo wręcz zajmując się każdy sobą
To dopiero trzeci dzień turnusu i jeszcze wszystko może się zmienić, ale skoro mam czas i coś do napisania, to piszę. 

O ośrodku na szczęście nie muszę się już rozpisywać tak jak to zrobiłam w sierpniu, ale dodać mogę, że widać zmiany.
Na zewnątrz teren nabiera coraz ładniejszego wyglądu, nie jest to już tylko plac roboczy, ale coraz bardziej przyjemne miejsce na turnus.
Dla mnie bardzo ważne jest to, że w pokoju mam ciepło (tak ciepło, że swobodnie mogę na pół godziny otworzyć okno wiedząc że zaraz z powrotem się nagrzeje), że mam zasięg telefonu (cud po prostu), no i fajnie bardzo że mam internet. Nie muszę na kolanach przy oknie warować z nadzieją że złapię jakąś namiastkę sieci .... ale za to systematycznie brakuje sygnału telewizji, co też potrafi być frustrujące.

Ekipa ćwiczeniowa częściowo się zmieniła, ale też widzę i słyszałam opinie, że generalnie nowe osoby są bardzo dobrze przygotowane do tego co mają robić, są kompetentne i mają niezłą praktykę.
Podoba mi się, że każdy "nowy" rehabilitant z którym Bysiek ma zajęcia, stara się dokładnie go "zbadać" nie tylko opierając się na mojej opowieści historii jego przypadku, czy opinii poprzednich rehabilitantów.
Iwona (terapia przestrzenna), bardzo sympatyczna dziewczyna i podobno dobra rehabilitantka i Paweł też świetny, zwłaszcza od strony manualnej.... to dla nas nowi rehabilitanci. Paweł jest naszym głównym rehabilitantem, Bysiek ma z nim kinezę, terapię ręki i terapię manualną.
Nowa, ale tylko dla nas, bo już tu długo pracuje jest też Ala z którą Bysiek ma masaż i chłopaki od ergoaktiv - Krzysiek i Łukasz., obaj wózkersi (bardzo fajni faceci jak dla mnie ).
Nie będę pisała jak z nim ćwiczą, bo tak naprawdę jeszcze się nie znamy, to co napisałam, to moje pierwsze wrażenia, ale pozytywne.
Fizykoterapię, basen, hipoterapię, stymulację chodu i terapię psychologiczno-pedagogiczną Bysiek ma z tymi samymi prowadzącymi, co w sierpniu.

Myślę, że jak na pierwszy wpis turnusowy, to w sam raz żeby nie zanudzać, dlatego kończę i lecę z Byśkiem na pieczenie jabłek, a potem na proszoną kolację do Pałacu Magnat, na którego terenie jest ośrodek.
Pozdrawiam



czwartek, 8 listopada 2012

Ortopeda od Byśka pleców

Pisać mi się nie chce nic a nic, dlatego taka tu cisza. Ale..

...kilka dni temu byliśmy na wizycie u ortopedy.
Nie w Poznaniu u doktora J, tylko u nas w Rzeszówku u doktora Bielaka. Pierwszy raz byliśmy u tego właśnie lekarza i choć czekaliśmy "tylko" dwie godziny na umówioną na 9.15 wizytę, to moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne i mam nadzieję, że to dobrze wróży.

Dlaczego w ogóle zdecydowaliśmy się na wizytę u kolejnego ortopedy?
A dlatego, że mamy problem z plecami. 
Sama już nie pamiętam czy o tym pisałam, ale na turnusie w "3 Koronach" chłopaki od kinezy zwrócili mi uwagę na te skrzywione plecy. Że krzywy chód, nierówne nogi, źle ustawione biodra podczas stania, to wszystko jest połączone z plecami. Że jednak nie jest tak różowo jak mi się zdawało że jest.
Zaraz po turnusie byliśmy przecież w Łodzi u chłopaków z Ortopro którzy to potwierdzili. Powiedzieli że jeśli nie zadbamy o plecy, nie będziemy tego tematu pilnować, to niedługo Bysiek może się kwalifikować do gorsetu.

Zapisałam więc Byśka do doktora Bielaka, którego polecono mi w Rzeszówku jako "dobrego ortopedę i to od pleców także". Jak dotąd bowiem lekarze zwracali uwagę na nogi jako problem główny, wyraźnie pierwszoplanowy no po prostu nr 1, a na plecy mało kto patrzył.

Doczekaliśmy się wreszcie na wizytę, zrobiliśmy zdjęcie RTG i okazało się, że faktycznie jest skrzywienie, które ma 14 stopni. Mało? Dużo?
Dla mnie oczywiście za dużo
I jak to ja... wiedziałam że być może, ale miałam nadzieję że nie będzie i jak okazało się że jest, to mnie podłamało.
Popłakałam, wyżaliłam się w gronie kobieco-rodzinnym (mama, siostra, dwie ciotki i kuzynka) i przeszło. To znaczy przeszedł dół, bo smutek i bezradność zostały.

Bezradność, bo lekarz powiedział, że taki urok mojego rozszczepiaka. Jednym kręgosłup się krzywi innym nie. Mojemu się krzywi i niewiele można w tej kwestii zrobić. Najważniejsze że to pilnować, żeby się nie pogłębiało.
Stawiamy więc na ćwiczenia, pływanie i zamówimy coś takiego: ROTHO, co tak naprawdę oczywiście nie wiemy czy się sprawdzi, ale przegadaliśmy sprawę z naszą rehabilitantką i wyszło nam, że można spróbować.

Czy to coś da? Zobaczymy za pół roku, kiedy to po raz kolejny będziemy musieli odstać swoje w kolejce i zrobić kolejne zdjęcie....

wtorek, 9 października 2012

Zajęcia dla dzieci FAR

W ostatnią sobotę września Bysiek po raz pierwszy brał udział w zajęciach dla dzieci na wózkach. Zajęcia te były zorganizowane przez Fundację Aktywnej Rehabilitacji z Rzeszowa. Nie jestem na sto procent pewna, czy takie zajęcia były u nas po raz pierwszy, ale na pewno pierwszy raz odkąd my jesteśmy nimi zainteresowani. 
Udało nam się być na wyścigu, o którym wcześniej już pisałam, a teraz z tymi samymi organizatorami i wolontariuszami, byliśmy na zajęciach.
Szefowa naszego FARu ma nadzieję, że będą pieniądze na kontynuowanie tych zajęć co miesiąc. Oczywiście my także mamy taką nadzieję, bo zajęcia były super i wszystkie dzieciaki dobrze się bawiły!!!

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Tak więc trzymam kciuki, aby do następnego razu! 
Pozdrawiam serdecznie

środa, 3 października 2012

Rysunek

Bysiek jak wiecie rozpoczął zerówkę w szkole.
Na razie nic nadzwyczajnego się w tej zerówce nie dzieje i nie widać też, żeby się czegoś te dzieciaki specjalnie uczyły. Ale wiadomo... reforma. Reforma, która spowodowała, że 6-cio latki w zerówce nie muszą się jeszcze uczyć, jest wprost idealna dla mojego zerówkowicza, bo on niespecjalnie lubi siedzieć i rysować szlaczki. 
W zasadzie to raczej odznacza się niechęcią do większości zajęć manualnych, przynajmniej do tej pory. Zobaczymy jak to dalej będzie i czy coś się zmieni w tej materii.

Ale coś drgnęło. Drgnęło o tyle, że czasem można go namówić na narysowanie czegoś. To "coś" jest zawsze takie samo. To Byśka hobby od czerwca tego roku, czyli od słynnego u nas Euro 2012. Bysiek po prostu zakochał się w piłce nożnej, w naszych piłkarzach i chyba we wszystkim co ma z piłką wspólnego. 
Marzy o wyjeździe na prawdziwy mecz, ale taki oczywiście, żeby grał w nim przynajmniej Lewandowski, Błaszczykowski czy Szczęsny, jeśli nie może to być Ronaldo, czy Messi .
Kolejnym jego wielkim marzeniem jest grać w piłkę zawodowo.... Staram się wytłumaczyć, że to raczej niemożliwe ze względu na jego nogi, ale mówi mi: "pseciez mogę stać na bramce, tam nie musę biegać". No to odpowiadam: "kto wie, może kiedyś...", na co Bysiek: "ale będzies mnie oglądała w telewizji jak będę grał z Lewandowskim?" Odpowiadam: "oczywiście, że będę Cię oglądała i będę trzymała kciuki za Waszą drużynę".
Śmiać mi się chce i płakać jednocześnie. I złość mnie ogarnia w takich chwilach i ręce opadają..

Więc teraz na moją prośbę o rysowanie, produkuje kolejny rysunek piłkarski. A dziś było to tak:



Powstał taki oto ciekawy rysunek, na którym oczywiście wszyscy łatwo rozpoznacie poza piłkarzami, słoneczko, niebo, trawę, piłkę i dwie bramki...

Image Hosted by ImageShack.us


 Kto jest na rysunku, oczywiście poza Byśkiem?



Spokojnej nocy Kochani!

czwartek, 27 września 2012

Aż wstyd pisać po takiej nieobecności. Dosłownie.
A ponieważ nie mam czym się usprawiedliwić, to lepiej tą kwestię przemilczę.

Z początkiem roku szkolnego weszliśmy w typową karuzelę napędzaną zajęciami szkolnymi i nieobowiązkowymi, na które trzeba niestety dzieci wozić. 
Podjęłam decyzję, że w tym roku na angielski Ola nie będzie chodziła do szkoły językowej, tylko do nas na lekcję indywidualną będzie przychodziła nauczycielka. Mam nadzieję, że takie lekcje przyniosą lepszy efekt w nauce. Zobaczymy.
Więc odpadły mi jazdy na angielski.

A tak naprawdę to we wrześniu i październiku odpadła nam także Capoeira, ponieważ Olka w drugim tygodniu szkoły, skręciła sobie kostkę na WFie. Półtora tygodnia nauki miała z głowy, a wszelkie ćwiczenia na pewno na półtora miesiąca. Szczęśliwa z tego powodu nie była, a jak usłyszała od lekarki, że ćwiczyć jej nie wolno, a najlepiej żeby Capoeirę odstawiła na dłużej - to się poryczała.
Dajemy sobie na razie czas do końca października, potem zobaczymy co dalej. Na szczęście może chodzić na basen.

Bysiek basen zaczyna dopiero jutro w zasadzie, bo po przygodach z Olki nogą, podłapał ode mnie przeziębienie i choć się wybronił (dużo lepiej i szybciej to przeszedł niż ja), to kaszle do dziś i bałam się trochę że basen go rozłoży. 
Rehabilitacja oczywiście idzie pełną parą. Zajęcia mamy teraz 4 razy w tygodniu, a i w domu powinniśmy więcej ćwiczyć, ale z tym to nam idzie jak z pisaniem na blogu niestety .

Szkoła.
Odnoszę wrażenie, że Bysiek dużo chętniej chodzi do szkoły, niż do przedszkola. I choć on sam twierdzi, że jest tu tak samo fajnie jak było w przedszkolu, to ja widzę zdecydowaną różnicę. Nie wiem tylko czy faktycznie tu jest lepiej, czy po prostu dorosło mi dziecko i osiąga powoli tą słynną dojrzałość szkolną .
Mam tylko cichą nadzieję, że nie jest tak tylko na początku i że całą tą zerówkę przebrniemy bez większych problemów!

Trzymajcie w każdym razie kciuki.
Pozdrawiam serdecznie. 

środa, 12 września 2012

IX Rzeszowski Wyścig na wózkach

I znowu mam zaległości. Nic nie piszę, a potem zła jestem że dziury na blogu są.
Nie brak mi czasu, tylko raczej weny i chęci, a jak to moja mama mawia "jak się nie chce, to gorzej niż jakby się nie mogło"

 W pierwszą sobotę września, już od kilku lat organizowany jest przy współpracy FARu wyścig osób niepełnosprawnych poruszających się na wózkach w ramach corocznego Biegu Solidarności. Niestety jak dotąd nigdy nie udało nam się być na wyścigu, ale w tym roku dowiedziałam się o nim na tyle wcześnie, że zapisałam Byśka.
Uświadomiłam mu oczywiście wcześniej, żeby nie napalał się na to, że dojedzie jako pierwszy i że raczej żadnej nagrody nie zdobędzie. Wytłumaczyłam (i o dziwo zrozumiał ), że najważniejsze jest ukończenie wyścigu i dojechanie do mety. To już na pewno dla niego będzie sukcesem.

Uwierzył, napalił się na udział, wystartował i na szczęście dzięki pomocy wolontariuszki, dojechał do mety.

W wyścigu wzięło udział około 40 niepełnosprawnych, w tym piątka dzieci.
Każde dziecko miało do asekuracji i ewentualnej pomocy "swojego" wolontariusza FARu, co bardzo mnie ucieszyło bo przejechanie bruku rzeszowskiego rynku, to nie lada wyczyn dla doświadczonego dorosłego wózkersa, a co dopiero dla takiego Byśka. 
Tak więc Byśka opiekunka szła za nim i jak tylko wymiękał, albo stopował, to go popychała...  Na prostej drodze się buntował i kazał jej puszczać wózek, ale pod górkę... he he he, grzecznie i z wdzięcznością przyjął pomoc.
Na metę dojechał oczywiście na szarym końcu, ale nie jako ostatni... za nim jeszcze była jedna dziewczynka i chyba nawet dwóch dorosłych .
I tak był bardzo szczęśliwy, tym bardziej że ludzie kibicujący bili mu brawo, a nagrody w postaci dyplomu, opon do wózka i drobnych gadżetów dostawali wszyscy, a wszystkie dzieci dodatkowo puchar .


Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us


Na tym zdjęciu widać (za Byśkiem z tyłu) że ktoś z wózka na tym nieszczęsnym bruku wypadł...

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us


Gratulacje od dorosłych... Bysiek cieszył się z tego, że dojechał na metę tak bardzo, jak tylko może cieszyć się małe dziecko... podjeżdżał do ludzi z rozdziawioną buzią i pokazywał puchar.

Image Hosted by ImageShack.us


Zamiast na bigosik serwowany przez ekipę FARu, Bysiek poszedł z tatusiem na lody. Bigosik zjadła mama

Image Hosted by ImageShack.us


Wszystko tak bardzo nam się podobało, że już nie możemy się wprost doczekać przyszłorocznego wyścigu, a Bysiek twierdzi nawet, że będzie trenował.