sobota, 8 czerwca 2024

Parakajaki

 Któregoś razu, na obozie narciarskim poznałem Justynę, która stwierdziła że nadawałbym się do pływania kajakiem. Żeby spróbować jak pływa się parakajakiem sportowym, pojechaliśmy do Wrocławia, gdzie pracują trenerzy zajmujący się tym sportem  - ParaKajaki.




W październiku zeszłego roku udało mi się pojechać na obóz parakajakarski w Augustowie. Początki były trudne i nie obyło się bez wpadek, ale parę dni treningów z fajnymi trenerami i polubiłem to „mieszanie wody”.  W Augustowie pierwszy raz trenowałem na ergometrze kajakowym, spróbowałem też morsowania i choć nie było jeszcze bardzo zimno na zewnątrz, to i tak było to dla mnie wyzwaniem 😉
















Ta dyscyplina na tyle mi się spodobała, że chciałem kontynuować trenowanie i to najchętniej w Rzeszowie, co oczywiście nie było takie proste. 

Na szczęście  tym razem się udało i początkiem marca trafiłem do Rzeszowskiego Klubu Kajakowego, a moim trenerem został Tomasz Krawiec. Zaczęły się treningi i przygotowywanie na moje pierwsze zawody, które odbyły końcem kwietnia w Wałczu. Rewelacji na nich nie było, ale przecież tak naprawdę trenuję od kilku miesięcy dopiero, a technika pływania wcale nie jest prosta 🤪

Tu kilka fotek z Rzeszowa 






Od 30 maja jestem w COS Wałcz na obozie przygotowującym do Mistrzostw Europy, gdzie powinienem wystartować po pierwszej klasyfikacji do konkretnej grupy startowej. Mam nadzieję że ta klasyfikacja pójdzie gładko, choć podobno różnie z tym bywa 🤔

Trzymajcie za mnie kciuki 😉

Bysiek

czwartek, 21 marca 2024

Koniec zimy - wreszcie!

 Kalendarz mówi że dziś już jest wiosna.

 Bardzo  mnie to cieszy, bo choć jazdę na nartach lubię, to zdecydowanie bardziej wolę ciepłe temperatury i słońce. Myślę z resztą że tak samo mają też dzieci i Marek. Wszyscy jesteśmy zwolennikami ciepłego klimatu i wody😎🌞🧘‍♀️ bardziej niż jesieni i gór (ale tym też potrafimy się zachwycić 😉).

Ostatnie podrygi zimy poczuliśmy w ubiegłym tygodniu w Białce Tatrzańskiej na treningach i zawodach Pucharu Polski w paranarciarstwie alpejskim, organizowanych przez Fundację Aktywni bez Barier.








Warunki do jazdy były już naprawdę trudne, bo od jakiegoś czasu przeważa i tam bardziej wiosenna niż zimowa aura, a drugiego dnia zawodów dodatkowo padał deszcz, co jeszcze bardziej zniechęcało do pojawienia się na stoku. Ale Bysiek to twardziel i choć inni rezygnowali, to on się nie poddał.

Zawody organizowane przez FABB zawsze są dobrze przygotowane, cieszą się sporym zainteresowaniem, dlatego zawodników zwykle jest dużo. Tak było i tym razem, bo stawiło się około 70 zawodników w różnych kategoriach. 

Pierwszego dnia odbyły się zawody w slalomie gigancie - w Byśka kategorii startowało 14 zawodników i po dwóch przejazdach Bysiek zajął feralne 4 miejsce (według mnie to bardzo dobra pozycja, choć chyba najbardziej pechowa 😉).









Mimo paskudnej pogody udało się przeprowadzić też zawody w slalomie, choć zawodników na starcie stawiło się zdecydowanie mniej, na czym Bysiek akurat skorzystał, bo zajął drugie miejsce 🥈😍 Cieszymy się z tego bardzo, bo to bardzo dobre zakończenie tego sezonu i samej zimy.


:







Życzymy Wam i sobie dobrej i ciepłej wiosny, zdrowia, spokoju i czasu spędzonego w rodzinnym gronie podczas nadchodzącej Wielkanocy! 
Cieszmy się tym co mamy 😉🌸🌞🌼😘
Pozdrawiam 
Kaja

Te piękne sportowe fotografie zrobione są przez Adriana Strykowskiego - dziękujemy serdecznie ☺️

piątek, 23 lutego 2024

Aktywne ferie

W zasadzie na Podkarpaciu śladu po feriach już nie ma…. 

Zaczęły się 29 stycznia, do szkoły musiałem wrócić 12 lutego, a pogoda też chyba już zapomniała że ciągle jeszcze jest zima. Deszcz i stałe plusowe temperatury nie są korzystne o tej porze roku, ani dla osób poruszających się na wózkach, ani dla narciarzy 😏 Co prawda śnieg jest jeszcze gorszy dla wózkersa, ale przynajmniej wtedy warunki na stoku są git.

Moje ferie przeleciały ekspresowo i intensywnie.

31 stycznia pojechałem z tatą na młodzieżowe zawody w narciarstwie alpejskim V4 Winter Games Emil Open do Czech, a dokładnie do Czeskich Budziejowic. 

Pierwszego dnia była ceremonia otwarcia, podczas której akurat ja czytałem przysięgę sportowców 😝 



Tutaj jest ładnie i dość zrozumiale 🤪wyjaśnione, dlaczego te zawody noszą nazwę Emil.







W kolejnym dniu od godz 10 były kwalifikacje do finału.

Pierwszym zaskoczeniem dla nas, było to, że na międzynarodowych zawodach dla niepełnosprawnych, osoby jeżdżące na monoski nie mogły wjeżdżać wyciągiem na górę stoku. Na start zabierał nas więc skuter śnieżny, do którego wsadzano jedną niepełnosprawną osobę i jej sprzęt 😳 Okazało się jednak że przy tej opcji wszystko za wolno szło, dlatego później pakowano ile udało się zmieścić osób i sprzętu😂 

Ta „13” za skuterem to ja… taki miałem wyciąg 😝




Zapowiedziano że będą dwa zjazdy, ale ze względu na słabe warunki, osoby którym udało się zakwalifikować do finału już po pierwszym przejeździe, nie musiały jechać drugi raz - udało mi się dobrze przejechać i zakwalifikować się więc wróciliśmy do hotelu. A to wcale blisko nie było, bo zakwaterowani byliśmy w Czeskich Budziejowicach, a stok gdzie odbywały się zawody był jakieś 60 km dalej, w Lipnie. 

Drugim co nas solidnie zaskoczyło, to informacja, którą podał system zawodów, że osoby które nie jechały drugiego zjazdu, są zdyskwalifikowane. Na szczęście okazało się że te pierwsze ustalenia były prawidłowe i wszyscy spokojnie mogliśmy startować następnego dnia.

Finały też zaczęły się o godz 10. 

Pierwszy przejazd ukończyłem z czasem 42,82 sekundy co dawało mi drugie miejsce, tuż za zawodnikiem z Węgier, którego poznałem w tym roku na obozie w Korei 😉

 Wiedziałem, że żeby wygrać, mój drugi przejazd musi być szybszy i na szczęście się udało! W drugim przejeździe  mój czas to 39,84 sekundy! Był to najszybszy przejazd ze wszystkich uczestników jeżdżących na monoski, i ostatecznie dało mi to 1 miejsce!













 

Prosto z zawodów w Czechach tato zawiózł mnie do Białki Tatrzańskiej do pensjonatu u Chramca na obóz narciarski z Fundacją Aktywni Bez Barier, gdzie byłem do 10 lutego.
Podczas obozu, udało mi się uczestniczyć dwa razy w treningu paranarciaskiej kadry narodowej pod okiem trenera Michała Kłusaka… było super, tylko ta kapryśna zima spowodowała że warunki na stokach były słabe, a przez to dla mnie nie było dość bezpiecznie na tyczkach, wiec nie mogłem w pełni wykorzystać możliwości takiego treningu. Za to czas spędzony ze znajomymi na obozie, jak zawsze był niezapomniany i bezcenny. 


Pozdrawiam 
Bysiek z mamą 😉

piątek, 2 lutego 2024

Bysiek dla WOŚP❤️



Zaledwie dwa lata temu Bysiek postanowił towarzyszyć swojemu kuzynowi Kubie, w kwestowaniu na rzecz największej Orkiestry świata.




Wiedział, że sprzęt który od wielu lat kupowany był i jest z funduszy zbieranych podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pomaga niemalże wszystkim Polakom, dlatego ucieszyło mnie, że osobiście chce się włączyć w pomoc.

Podczas 27. Finału WOŚP w 2019 roku, zdarzył nam się rodzinny kilkunastosekundowy epizod telewizyjny… nawet nie pamiętam co wtedy zdążyłam opowiedzieć o tym ile razy Bysiek korzystał z „orkiestrowego” sprzętu, bo naprawdę  było to ekspresowe wejście😉






Trzy lata później w 2022 roku odbył się jubileuszowy 30. Finał WOŚP,  a jednocześnie był to pierwszy finał, w którym Bysiek jako wolontariusz  „chodził” po mieście i kwestował z puszką. Miał swój identyfikator i swoją puszkę, choć z uwagi na to, że nie miał jeszcze 16 lat, musiał mu towarzyszyć ktoś pełnoletni - był to mój siostrzeniec Kuba😍
Pogoda podczas tego finału była tak paskudna, że chłopcy mimo szczerych chęci nie byli w stanie całego dnia spędzić w mieście, z resztą nie miało to większego sensu, bo na ulicach głównie widywali wolontariuszy…. wszyscy inni w zasadzie spędzali ten dzień w ciepłych i suchych domach.
Chłopcy byli solidnie zawiedzeni, mimo tego Bysiek w puszce miał 1667,14 plus to co wrzucono do jego eSkarbonki - 1250 zł, co razem dało sumę 2917,14. Czyli całkiem niezły wynik.





W ubiegłym roku, kwestowanie też nie poszło najlepiej. Przyczyn było kilka, ale wyszło jak wyszło i do tekturowej puszki Byśka udało się zebrać ok 680 zł, a w eSkarbonce znalazło się ok 400 zł.
Piszę, że około, ponieważ nie zapisałam sobie dokładnych kwot… może uda mi się to jeszcze ustalić, wtedy napiszę. Zdjęcie z 31. Finału też w sumie mam wyjątkowo ubogie 🤔




28 stycznia tego roku, podczas 32. Finału Bysiek wreszcie pokazał na co go stać i jak potrafi się zawziąć. Kwestował 11 godzin z krótkimi przerwami na toaletę i raz na posiłek. W trzech różnych miejscach Rzeszowa, od rana do wieczora, do dwóch puszek (bo w jednej brakło miejsca) trafiło w gotówce dokładnie 10.174,80! 
Okazało się że jest to rekord w naszym mieście, nie tylko w sztabie, ale w całym Rzeszowie.
Dochodzi do tego jeszcze kwota z eSkarbonki 1.200 zł, czyli razem 11.374,80
Byliśmy tym wynikiem kompletnie zaskoczeni, ale myślę że Bysiek na niego zasłużył, bo naprawdę  spędził z puszką cały dzień. Po godz. 15 byliśmy zdać pierwszą puszkę i namawiałam go wtedy, żeby skończył i poszedł do domu, bo zaczynał padać deszcz. Nie zgodził się. Powiedział że kwestowanie trwa do wieczora i on będzie do końca. 
Duma mnie rozpiera ☺️






Nagrałam filmik jak przekazywałam Byśkowi informację, że to właśnie on jest tegorocznym rekordzistą w Rzeszowie.





Pozdrawiam serdecznie ❤️
Kaja



poniedziałek, 15 stycznia 2024

Pjongczang cz.2

 Cześć,
Jest już 15 stycznia co oznacza, że niestety czas pożegnać Pjongczang (kor. Pyeongchangi wrócić do domu. I chociaż bardzo się nie chce wracać do codzienności i oczywiście do szkoły, to nie ma wyjścia 😉

Dlatego przede mną długa podróż powrotna - 3 godziny busem z hotelu do Seulu, następnie siedzenie ok. 6 godzin 🤪 na lotnisku, potem najdłuższy bo aż 14 godzinny odcinek czyli lot do Amsterdamu, kolejne 3 godziny na lotnisku i lot do Warszawy ok. 2 godzin. I jakby tego było mało, to jeszcze na koniec prawie 5 godzin busem z Warszawy do Rzeszowa. Razem  ponad 30 godzin  podróży 😝
Pisząc tego posta, siedzę już w busie wiozącym nas i inne osoby z różnych krajów wracające z obozu na lotnisko w Seulu.




Do wielu z tych osób mam namiary i mam nadzieję, że uda nam się choć czasem ze sobą pogadać, albo przynajmniej będziemy się wymieniać wiadomościami. Wspólnie spędzany tam czas, był naprawdę  niesamowity i wykorzystany na maksa - wziąłem ze sobą 2 książki, a nie przeczytałem ani jednej strony, bo tyle mieliśmy zajęć.






Fakt, że czasem było ciężko się dogadać (niestety mój angielski nie jest na wysokim poziomie), a niektórzy nie znali angielskiego wcale, ale nawet to nie przeszkodziło w zawieraniu nowych znajomości. Mam wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś się z nimi zobaczę i (co teraz jest moim nowym marzeniem) bardzo chciałbym tu wrócić. 

Stoki narciarskie były świetnie przygotowane, treningi na monoski były super i chociaż nie miałem sprzętu na którym zwykle jeżdżę, to trenowałem pod okiem trenerów kadry Korei, a to pozwoliło mi doskonalić jazdę i zdobyć nowe doświadczenie. Jestem ogromnie za to wdzięczny.



 Warunki mieszkaniowe mieliśmy bardzo dobre, a jedzenie którego na początku mocno się obawiałem okazało się naprawdę smaczne, moim zdaniem nawet lepsze niż w Polsce. Mama na pewno nie umie tak gotować 🤪

Bardzo się cieszę, że mimo dość napiętego planu udało nam się też zobaczyć parę ciekawych miejsc. 






To był naprawdę super wyjazd  na którym udało mi się być z moją trenerką Agatą, świetnym narciarzem Julkiem i jego mamą Anią (to dzięki nim mam sporo bardzo fajnych zdjęć, za co oczywiście dziękuję). Myślę, że ten wyjazd to taka „przygoda życia”. 
Pozdrawiam 
Bysiek 😉